Nazywam się Piotr Szwedowski mam 38 lat i od ostatnich trzydziestu lat towarzyszy mi pasja, która z czasem stała się też moją pracą. Kolarstwo górskie to sport relatywnie młody posiadający jednak bardzo dużą grupę fanów na całym świecie, w moim przypadku MTB (skrót od Mountain biking) już dawno wyszło poza ramy dyscypliny sportowej. Rower górski dosłownie zmienił i ukształtował moje życie, to dzięki niemu przestałem być chorowitym dzieckiem, regularne treningi w różnych warunkach pogodowych wyrobiły u mnie tak ważną odporność. To właśnie rower górski był przepustką do świata moich marzeń, dzięki niemu odwiedziłem piękne miejsca i poznałem ludzi, którzy pojawili się na mojej drodze dzięki wspólnej pasji.

Utrzymywanie się z jazdy na rowerze brzmi bardzo pozytywnie, natomiast jak każdy sport zawodowy tak i kolarstwo górskie ma swoje mroczne strony. Mowa tutaj o ogromnej ilości bólu, setkach urazów i ciągłej rehabilitacji. Przez ostatnie kilkanaście lat przeszedłem: walkę o życie, blisko tydzień w śpiączce, tygodnie na OIOM-ie, osiem operacji, osiem transfuzji krwi, około dwudziestu złamań, groziła mi amputacja nogi, przez blisko rok nie chodziłem o własnych siłach. 

Moja codzienność oprócz treningów stricte rowerowych to regularna żmudna rehabilitacja, lekarze, fizjoterapeuci, ścisła dieta, rezygnacja z używek. To wszystko umożliwia mi funkcjonowanie prawie bez bólu, oczywiście robiąc codziennie to co kocham. Kondycja fizyczna jest jednak niczym bez harmonii ducha.                                                                          

Walka o życie i wychodzenie ze śpiączki to prawdziwy koszmar, absolutnie nikomu nie życzę przechodzenia śpiączki. To co się wtedy dzieje z naszym umysłem jest nie do opisania i najgorsze jest to, że te przeżycia zostają w nas i po pewnym czasie dają o sobie znać…                                                   

W moim przypadku trwało to kilkanaście miesięcy, jak dziś pamiętam krótki codzienny spacer do pobliskiego sklepu spożywczego i nagły atak duszności wraz z zaburzeniami widzenia i równowagi. Nie wiedziałem co się dzieje i byłem potwornie wystraszony, nigdy wcześniej nie miałem takiego stanu. Seria badań i konsultacji doprowadziła do pierwszej diagnozy czyli padaczki pourazowej. Po kolejnych badaniach okazało się jednak, że mam problem z atakami paniki na tle nerwowym. Sytuacja była dla mnie dziwna, nie rozumiałem ataków lęku skoro całe życie uprawiałem niebezpieczny sport gdzie strach gra dużą rolę i w dość dobry sposób sobie z nim radziłem.   Finalnie skończyło się na lekach, niestety nie byłem w stanie funkcjonować w normalny dla mnie sposób i trenować zażywając leki przepisane przez lekarza. Lekarstwa te działały bardzo otępiająco co uniemożliwiało mi jazdę na rowerze górskim.   

                                                                                                                       

Wydarzenia te zbiegły się w czasie z przyjmowaniem oleju CBD przez bliską mi osobę cierpiącą na chorobę Parkinsona. Byłem zaskoczony jak dobrze działa olejek konopny CBD w przypadku tej osoby i postanowiłem spróbować go „na własnej skórze”. Kupiłem olej CBD 10 % i stosowałem go wyłącznie wtedy gdy czułem się gorzej. Byłem w ogromnym szoku jak coś w 100% naturalnego z konopi, które w Polsce znane są od setek lat może działać dużo lepiej od ciężkich leków. Najlepsze było to, że działanie anty lękowe nie wiązało się z uczuciem otumanienia. Dobry olej CBD w mojej ocenie działa wybiórczo na pewne cechy niepożądane (stres, lęki),  mając pozytywny wpływ na niezwykle ważne aspekty jak wydolność fizyczna czy praca intelektualna. Z biegiem czasu przestawiłem się na olej CBD 5 % czyli o mniejszym stężeniu, natomiast zacząłem go stosować regularnie (kilka razy w tygodniu), okazjonalnie stosuję susz konopny CBD w postaci jointów. Natomiast moim głównym źródłem CBD jest olej 5%.